niedziela, 6 lipca 2014

2. Sztuka dialogu u Linklatera

Let me sing you a waltz...

Richard Linklater jest czarodziejem. Nie tylko ujmuje magicznym światem, w którym rządzi szczęśliwy los, ale też zapoznaje widzów ze swoimi bohaterami. Aż chce się z nimi przebywać, a z każdą upływającą minutą filmu zyskują oni większą sympatię oraz uznanie. Poszukują ideałów, wierzeń, miejsc i celów. Rozmawiają ze sobą w sposób tak niewymuszony, naturalny i lekki, że wydawać by się mogło, iż znają się przez całe życie. O sile produkcji świadczy przede wszystkim wysoki poziom prowadzonych konwersacji, które dzięki aktorskiej precyzji Delpy i Hawke'a są nie do zakwestionowania. 

Stacja pierwsza - Wiedeń

 

I część trylogii rozpoczyna wędrówkę zagubionych dusz, ambitnej Francuzki i nieco nieporadnego Amerykanina. Spotykają się w pociągu i od słowa do słowa postanawiają wyruszyć na wspólne zwiedzanie miasta. Ta impulsywnie podjęta decyzja stanowi preludium ich dalszych przeżyć. Mocno zaakcentowany intymny nastrój towarzyszy młodym niemalże od pierwszych chwil znajomości. Rozumieją się, poruszają nawet najmniej przyjazne czy wygodne tematy, nie mają problemów z wyjawianiem najszczerszych myśli i poglądów. Gdy trzeba, zachowują powagę, szukając wytchnienia w pięknie przyrody i architektury Wiednia, lecz głównie cieszą się dobrą zabawą. Ckliwość lub przesadna romantyczność nie razi. Elementy te tworzą integralną część dzieła genialnego, szalenie wnikliwego. Otwarte zakończenie powoduje stan gotowości przed poznaniem kolejnych wydarzeń. 

Stacja druga - Paryż


Czy aby na pewno przypadek decyduje o ponownym zobaczeniu osoby, za którą się tęskni? Odpowiedź jest oczywista. Gdyby nie taktyka Celine prowokująca wyjście na kawę, zapewne po parze kochanków pozostałoby już tylko mgliste wspomnienie. Kobieta niespodziewanie zjawia się w księgarni, gdzie też odbywa się promocja najnowszej książki Jesse'ego. Zdumiewający jest fakt, że po tylu latach rozłąki wciąż potrzebują siebie nawzajem, a także czują, że mają do nadrobienia wiele straconych pogawędek. Okoliczności przyrody sprzyjają. Aura Paryża, klimatyczne alejki i małe kafejki nie pozostawiają w poczuciu obojętności. Postacie dorosły, tak samo zmieniły się ich perspektywy. Kwestie, które niegdyś zaprzątały im umysły, teraz się przedawniły, przestały mieć znaczenie. Doświadczenia uodparniają, a zatem generują lepszą przyszłość. I to jest cenne.

Stacja trzecia - Grecja


Trzecia, a zarazem ostatnia odsłona trylogii miłosnej, nie spełniła moich oczekiwań. Sielskości i błogostanu już nie ma. Bohaterowie trwają w stałym związku, czuwają nad dobrem i pomyślnością dzieci, jak również walczą z narastającą rutyną. Uściślając, zmiana wydźwięku filmu nie działa na jego niekorzyść. Taka jest kolej rzeczy. Garść zastrzeżeń kieruję wyłącznie w stronę Celine, niegdyś rozkosznej eksploratorki przygód, która zmienia się nie do poznania. Nie mogę zaakceptować jej posępności i desperacji. Nie po tym, co udowodniła w częściach poprzednich. Czy Jesse ma szansę wzbudzić w ukochanej utracony entuzjazm? Czy uda im się zatrzymać i spojrzeć z dystansu na to, co do tej pory osiągnęli? Urlop w Grecji to dodatkowy profit. W końcu w kraju pełnym słońca i oliwek wszystko jest możliwe. 

Ukazana żarliwość relacji damsko-męskiej przypomina charakterystyczny styl Woody'ego Allena. Każdy, kto choć trochę lubi i ceni twórczość specyficznego reżysera-jazzmana, powinien być w pełni usatysfakcjonowany. Linklater nie kopiuje cech, które są esencjonalne dla artysty, a jedynie interesuje się podobnymi zagadnieniami oraz materiami. Wartością nadrzędną jest słowo. Ma ono sens wyłącznie wtedy, kiedy posiada się pewność, że nie zostanie wypuszczone w eter. Bezustannie podążamy za postaciami, próbujemy pojąć ich wole i decyzje, jesteśmy z nimi, angażujemy się. Taki rodzaj kina absolutnie do mnie apeluje, a na "Boyhood", najnowszą produkcję czarodzieja, czekam ze zniecierpliwieniem. 

wtorek, 10 czerwca 2014

1. Klasyczna Filmowa Jazda Obowiązkowa

Wizjonerzy. Myśliciele. Kreatorzy. Ponownie na wielkim ekranie? Jak najbardziej! Zwłaszcza, że nadarzyła się ku temu idealna sposobność. 90 lat działalności Warner Bros. Podczas Klasycznej Filmowej Jazdy dane było mi zobaczyć 3 wybrane dzieła w kinie "Świt" w Czechowicach-Dziedzicach.

Magia ubrana w kolory i dźwięki
2001: Odyseja kosmiczna




Trudno mówić czy pisać o specyfice kina Stanleya Kubricka, nie zdradzając przy tym szczegółów i smaczków składających się na całość jego ambitnych produkcji. Oszczędność słów w przypadku opiniowania o "Odysei kosmicznej" jest dobrym pomysłem. Ci, którzy nie znają twórczości reżysera, niech mają niewątpliwą przyjemność z odkrywania go samodzielnie. Co mogę dodać? Po raz drugi uwierzyłam w siłę science-fiction (moim pierwszym zachwytem był Sharman z "Rocky Horror Picture Show"). Zawiłość relacji międzyludzkich nie ma znaczenia, podobnie jak analizowanie motywacji bohaterów bądź skupienie nad ciągiem zdarzeń. Nie na tym rzecz polega. Od strony wizualnej obraz ten zyskuje na ogromnej wartości. Efekty specjalne są wiodącym walorem filmu. Intensywne kolory mają znaczenie. Powtarzająca się muzyka Richarda Straussa powoduje niegasnące zaciekawienie, czujność, a zarazem niepewność. Człowiek w obliczu wszechświata jest naprawdę mały, niewiele może, lecz rozwija się w nim niezaspokojona wnikliwość, potrzeba poznania kosmosu. Wszystkie te fakty bardzo szybko docierają do odbiorcy. Zmierzenie się z tak osobliwym artyzmem, a już tym bardziej prawienie o nim, nie jest łatwe. 

Miłość niejedno ma imię
Co się wydarzyło w Madison County



Świat pozorów, w którym dusi się Francesca, jest przewidywalny oraz nużący. Jej marzenia są mocno uśpione, a myśli skoncentrowane na dzieciach i mężu. Wciąż brakuje czasu na własne potrzeby i przyjemności. W jaki więc sposób można pobudzić skrępowaną kobiecość? Poczucie wyzwolenia w świadomości gospodyni zdaje się w ogóle nie istnieć. Gdy wyjeżdżają najbliżsi, zjawia się zagubiony mężczyzna mający za zadanie sfotografować pobliskie mosty w ramach pracy nad materiałem do magazynu "National Geographic". Niewinne spotkanie staje się początkiem ich wspólnej, spontanicznej przygody. Czy to zwykły zbieg okoliczności? A może zasługa losu? Iskierka nadziei na lepsze jutro? Brzmi naiwnie, ale taki urok melodramatu. Fenomenalnego w swym gatunku, warto dodać. Fabuła porusza, konsekwentnie poprowadzona historia od początku do samego końca ciekawi, pozostawia widza w niepewności, zawieszeniu. Duet aktorski Streep i Eastwooda, a także wyczuwalna na ekranie intymność tych dwojga, nie wymaga uzupełniającego komentarza. Sielski klimat, pięknie urządzone wnętrza czy też urokliwa przyroda potęguje estetyczne doznania. Polecam, dajcie się zaczarować, odpłyńcie na chwilę wraz z parą kochanków, przeżywajcie z nimi wszystkie wątpliwości, wszelakie dylematy. Nie oceniajcie morali. 

Kobiety w świecie mężczyzn
Tramwaj zwany pożądaniem


Intrygujący tytuł, piękno Nowego Orleanu uchwycone w czerni i bieli, galeria arcyciekawych postaci, znane nazwiska. Prawdopodobnie o filmie tym wręcz nie wypada mówić źle. Odniósł sukces i po dziś dzień zachwyca nawet najbardziej wytrawnych krytyków. Ja zaliczam się do grona osób, które wyniosły z seansu bardzo ciepłe, pozytywne wrażenia. Wciąż powracam do niego pamięcią i odświeżam sceny z udziałem Vivien Leigh. Wcieliła się ona w dynamiczną, prowokującą bohaterkę o imieniu Blanche. Z niewiadomych przyczyn przyjeżdża do siostry i informuje ją o swojej kiepskiej, wymęczonej kondycji psychicznej. Uroda aktorki fantastycznie współgra z cechami osobowości podupadłej na zdrowiu kobiety. Mimozie zapatrzonej w siebie trudno zaufać, a jej tajemniczość zdaje się podsycać złość i agresję Stanleya Kowalskiego, szwagra-chama. Są uniesienia, są wybuchy gniewu. Kazan wpisuje się w konwencje i normy starego kina. Dla niektórych przesadna teatralność może być wadą. Dla mnie - absolutnie nie. W ślad za Leigh podąża szybkim, zdecydowanym krokiem Marlon Brando, a Kim Hunter nie pozostaje w tyle. To trójkąt doskonały. Świat zdominowany przez mężczyzn, do których należy ostatnie zdanie, przeraża, a bezradność niesamodzielnych pań jest kluczowym tematem refleksji nad istotą rzeczy.